Kończy się lato, a im zimniej tym chętniej wraca się do wakacyjnych wyjazdów. W lipcu Basia razem z mamą, babcią Małgosią i dziadkiem Piotrkiem pojechała na Podlasie, do małej Radziwiłłówki. Jest to przepiękna wioseczka zagubiona wśród podlaskich pagórków i lasów. Wymarzone miejsce na odpoczynek od tłumu i zgiełku wielkiego miasta. Pośrodku wioski, na słupie, znajduje się bocianie gniazdo. Basiunia lubiła je odwiedzać, zwłaszcza kiedy dostała wspaniały rowerek od stryjka Pawła, który nas tam odwiedził. Basinek wsiadał do swojego pojazdu i wołał “Nany! Nany!”, co oznaczało, że czas odwiedzić bociany. Przy okazji muszę dodać, że skończywszy dwa latka, Basia bardzo się rozgadała. Mówi coraz więcej ilościowo i prawie wszytko potrafi już powtórzyć. Najbardziej lubi, gdy czytamy razem “Lokomotywę” i Basik dopowiada końcówki wersów. Prawie codziennie jeździliśmy do pobliskiego Mielnika, aby piknikować nad malowniczym brzegiem Bugu. Ku naszemu zdziwieniu, zwykle byliśmy tam zupełnie sami, chociaż upały były ogromne, a nad rzeką panował bardzo przyjazny klimat. Kiedy tylko robiło się chociaż odrobinę chłodniej, wyruszaliśmy na wycieczki pobliskimi ścieżkami. Basia zdobyła też swój pierszy samodzielny szczyt, a mianowicie wdrapała się na Górę Prewały. Podejście było naprawdę ostre! Basiunia odwiedziła też pobliską Świętą Górę Grabarkę, gdzie mamie bardzo podobała się tamtejsza cerkiew, a Basikowi tamtejsze kotki. W prezencie Basia dostała od dziadków konewkę. Już zapewne domyślacie się, drodzy czytelniczy, co było ulubioną czynnością Basiuni w czasie tego wyjazdu. Oczywiście że podlewanie trawki, kwiatków, zabawek, mamy, kocyka…












01/04/2011 o 22:18 |
Ewciu jak mozesz to napisz mi swoj adres emailowy,bo chcialabym Ci cos wyslac, a nie moge:( pozdrawiam
H.