W tym roku Basia brała aktywny udział w ubieraniu świątecznego drzewka, tzn. zabierała mamie ozdoby choinkowe (do zabawy) i nie pozwalała ich powiesić. Dopiero po usilnych pertraktacjach udało się ją przekonać do podawania bombek i aniołków. Wcześniej dwa razy spotkała św. Mikołaja (raz w żłobku, raz u taty w pracy), którego nic a nic się nie bała. A na wigilię razem z rodzicami pojechała do cioci Beatki i wujka Łukasza. W trakcie wieczerzy wigilijnej jadła głównie bułeczkę, ale rozsmakowała się też w kompocie z suszu (trzy kubeczki) i kisielku żurawinowym (dwie szklanki), który jest specjalnością prababci Tereski. Nie można też zapomnieć o dwóch kawałkach sernika, które zostały spałaszowane z dużym smakiem. Po wstaniu od stołu Basia tańczyła, prezentując rozliczne figury taneczne: kółeczka, dyganie i kiwanie. Największa przyjemność: oczywiście taniec z tatą. Dużo radości było oczywiście przy rozdawaniu prezentów, obejrzeć wszystkie równocześnie – to nie lada wyczyn.
Pierwszego dnia Świąt Basia tradycyjnie wybrała się do Białegostoku. Ugoszczona u dziadków, chętnie bawiła się ze stryjecznym rodzeństwem. Basiunia koniecznie chciała obiadować razem ze wszystkimi, czyżby dlatego aby pokazać, jak pięknie manewruje łyżeczką? W każdym razie Basikowe umiejętności samodzielnego jedzenia wzbudziły prawdziwą sensację, która wybuchła również podczas wizyty u stryjostwa w Dobrzyniewie. Ale tam Basia była skupiona już na czymś zupełnie innym: dokazywaniu z dziećmi. Jednak czasem przerywała zabawę, aby naciągnąć tatusia na wspinaczkę po schodach. Tak, tak, wchodzenie i schodzenie to teraz prawdziwa Basinkowa pasja.




